skierniewickie.pl

Stanisław Romaniak – Członek Odznaczony

Czwartek 26.04.2012Daniel Ciesielski
Między Skierniewicami a Zakopanem.
Między Prawdą a Bogiem.
O legendzie Stanisława Romaniaka (poety i rzeźbiarza)


UWAGA: W tym artykule niepublikowany wiersz Romaniaka napisany piórem autora tekstu!!!

Stanisław Romaniak – ur. w 1948 r. W Zakopanem. Absolwent Liceum Ogólnokształcącego dla Pracujących w Zakopanem. Gawędziarz niczym Sabała. Członek: Narodowej Rady Kultury II Kadencji, Naczelnego Komitetu Kultury ZSL (prezes – Roman Malinowski). Odznaczony: Medalem 30 lecia, Srebrnym Krzyżem Zasługi, wielokrotnie dyplomami Wydziału Kultury Wojewódzkiego, dyplomem Ministerstwa Kultury i Sztuki, 2 krotnie jako działacz Kultury i Sztuki odznaką Ministerstwa (raz za komuny,  raz za Solidarności), Przyjaciel Dzieci, posiadacz takowej odznaki, posiadacz wielu medali, na strażnicy których stoi Jego oddana małżonka Danuta, opiekująca się członkiem. Autor 15 książek poetyckich, niezliczonej ilości rzeźb (ponad 100 wystaw indywidualnych w kraju i zagranicą). Od niemal 35 lat związany ze Skierniewicami, w których mieszkał od 1978 roku. Obecnie mieszka w podłowickich Bobrownikach. W tym roku (tj. 5 V 2012) artysta obchodzi swój Benefis 45 lecia pracy twórczej.



Z filologicznego punktu widzenia charyzma personalna jednostki (którą zajmuję się od lat) związana jest stricte z miejscem zamieszkania. I tak po lekturze: K. Puzyny, A. Micińskiej, J. Deglera, S. Okołowicza, J. Siedleckiej, K. Taras i innych nie ma wątpliwości, że Witkacy sensu stricto większość życia spędził w Zakopanem w Willi Zośka przy ul. Krupówki 77, czy w Witkiewiczówce na Antałówce 6. Podobnie jest w przypadku Makuszyńskiego, którego Muzeum funkcjonuje w jego dawnym mieszkaniu w bloku przu ul. Tetmajera, w Willi Opolanka. Nie ma też wątpliwości jeśli chodzi o rzeźbiarzy takich jak Pecuch, Antoni Rząsa, współcześnie działających Karola Gąsienica-Szostaka czy Rząsy, Kłosińskiego, którzy prężnie działają w Zakopanem.

Po lekturze niniejszego artykułu nie będzie wątpliwości, że Stanisław Romaniak jest zakopiańczykiem z urodzenia, skierniewiczaninem z wyboru, a talentem świata obywatelem, trawestując słowa Norwida. W ten sposób łączy się to, co podhalańskie, z tym co mazowieckie, to, co regionalne (sztuka podhalańska, ludowe inspiracje Chopina) z tym co uniwersalne (twórczość Norwida, czy też wymienionego już Chopina).
Ale ad rem.

Omne principium difficile est
(Każdy początek jest trudny)

Najpierw byli ludzie, którzy powołali do życia Stanisława Romaniaka. Ale nie będziemy pisać o szczegółach tego aktu, ani też o samych sprawcach tego procederu. W każdym razie Stanisław Romaniak przyszedł na świat w 1948 r. w Zakopanem. Tam urodził się przy ul. Kasprowicza 29 C w drewnianej chałupce nad rzeką, jak powiada, u Państwa Gazdecków. Potem podkrakowski Dom Dziecka, następnie znów Zakopane. No i się zaczęło:
„Sztuki rzeźbiarstwa uczyłem się z ulicy, zawsze mówiłem, że nie chodziłem do szkoły Kenara, ale obok szkoły Kenara. Chodzi o to, że poezji nie można nikogo nauczyć, sztuki też nie. Malarstwo, rzeźba… można uczyć warsztatu. W poezji nie ma warsztatu, poezja jest w Tobie, sztuka też jest w Tobie. Poeta mówi to, co czuje, a nie to, co chcą, żeby mówił. To są sprawy, których nie można ująć w żadne ramy. Poezja to wolność – płynność. Rzeźba jest uzupełnieniem poezji, zaś poezja uzupełnieniem rzeźby. Ze szkołą jest tak, że robisz pod profesora, że profesor tak kazał, a mnie kurwa nikt nie kazał. Moja twórczość wychodzi z samouka, nie z wykształcenia.”

W ten sposób Romaniak kształtował swoją osobowość twórczą, budował swój artystyczny wizerunek, swoją legendę, wolny od konwenansów, narzuconych norm, od klaustrofobii pedagogiki w ogóle.
W Zakopanem w latach 60-tych młody artysta prowadził swoją prywatną trupę: Teatr „Tygiel” przy Teatrze Modrzejewskiej, tam też pracował jako aktor. W 1967 roku wraz z Janem Sztaudyngerem (doktorem filozofii, poetą, m.in. badaczem wpływu teatru lalek na literaturę polską, mieszkającym od 1955 r. w Zakopanem) założył Klub Literacki. W tym samym roku debiutował na łamach krakowskiego czasopisma „Wieści”. „Wiesz, poetą się bywa, poeta się nie jest, a poezja to wulkan wewnętrznych przeżyć, analiz. Poeta pisze o tym, co przeżywa”.



O podhalańskim wymiarze swoich rzeźb oraz o kolegach po fachu Romaniak mówi: „Znałem oczywiście Rząsę, Kenara, znałem jego żonę. Najmniej ceniłem Pecucha, nigdy nie podobały mi się jego rzeźby. Podobieństwo swoich rzeźb widzę w rzeźbach Rząsy, chodzi mi o sakralność moich i jego rzeźb”. Tak jak inni Romaniak miał swoje wystawy w rodzimym Zakopanem m. in. w Hotelu PTTK czy też w Domu Kultury.

W 1969 roku (to data szalenie istotna) poznaje swoją żonę Danutę w zakopiańskiej kawiarni „Fafik”, mieszczącej się wówczas przy Krupówkach. „Potem grała w moim teatrze”. Odtąd Pani Danuta stanie się dla artysty jego bratnią duszą, archiwistką, oddaną matką, opiekunką domowego ogniska w kominku, najwierniejszym przyjacielem na dobre i złe.

Per aspera ad astra
(Przez trudy do gwiazd)

Artysta imał się wielu zawodów, wymienia liczbę 27 zawodów. Potem, jak sam mówi, przeszedł na zawodowstwo. W ówczesnej PRL-owskiej rzeczywistości trzeba było bowiem być wykonawcą jakiegoś zawodu. W 1978 roku artysta zdał egzamin przed Centralną Komisją Weryfikacyjną i dostał zezwolenie z Ministerstwa Nauki i Sztuki. Stał się zawodowcem.

Zanim to się stało Romaniakowie potrzebowali pieniędzy na start, na życie, na dom, na bycie razem. Razem mieszkali m. in. w Zakopanem, Katowicach, Godzianowie, Byczkach, Skierniewicach.
„Chcieliśmy sprzedać rzeźby. Pojechaliśmy na zachód, mając dosłownie parę groszy przy duszy. Wiedeń zwiedzaliśmy na piechotę. Będąc głodni, w sklepie stanęliśmy przed dylematem, co kupić: bułkę czy banana? Bo tylko na jedną z tych rzeczy wystarczyło pieniędzy. Stwierdziliśmy, że bardziej pożywimy się bananem”. W końcu udało się sprzedać rzeźby. Gazdówkę zbudowaliśmy z pieniędzy za sprzedane rzeźby. Gazdówkę pomógł nam zbudować zachód”.

Z zapleczem finansowym, z zezwoleniem na zawodowstwo w kieszeni Romaniakowie zaczęli nowe życie w Skierniewicach, w 1978 r. przy ulicy Nowobielańskiej powstał ich nowy dom. W międzyczasie mieszkali w bloku na osiedlu Widok. Stanisław Romaniak powiesił wówczas na balkonie Gierkowskiego bloku drewniane koło wozowe. Tak zaczął budowanie legendy w Skierniewicach. Efekty ówczesnych działań pokazuje film dokumentalny pt. „Słowem i drewnem”, zrealizowany przez Telewizję Łódź w reżyserii Andrzeja Gruna i Piotra Słowikowskiego, w którym to filmie Romaniak, gospodarz domu, piecze baraninę, własnoręcznie składa w domu stół stanowiący przestrzeń do wspólnych posiłków, rozmów przy stole. Jako gospodarz, ojciec, Chrystus domu - łamie chleb, a następnie podaje go żonie, córce Monice. W salonie Romaniaków mieści się kominek, w którym strzela ogień. Zaproszeni literaci czytają jego wiersze ze zbioru „Listy do Moniki”. Poeta siedzący na podłodze wzrusza się, pojawiają się łzy w jego oczach. Krytycy mówią o jego poezji. (Może ktoś mógłby umieścić ten film w internecie!) Znakomita szkoła polskiego dokumentu, której już niestety dzisiaj nie ma.

W 1983 r. powstaje Gazdówka – Galeria. „Chodziło mi o stworzenie takiej przestrzeni do wystaw, czytania poezji, coś na kształt Piwnicy pod Baranami, czy też Jamy Michalikowej. Wiesz, taka krakowska szkoła, w Krakowie bowiem debiutowałem jako poeta”.

Bożena Witkowska (dyrektor MCK w Skierniewicach) porównała skierniewickiego Romaniaka i jego Gazdówkę, mieszczącą się wówczas (1978 – 2000) przy ul. Nowobielańskiej, z Piotrem Skrzyneckim i jego Piwnicą pod Baranami w Krakowie, a więc artysta osiągnął swój cel.



W 1987 r. w Gazdówce powstaje elitarny Klub Miłośników Sztuki oraz Kawiarnia. Kawiarnia dla wszystkich. Od tego roku do Gazdówki mógł wejść każdy. Podróżnik, artysta, sąsiad, przechodzień… W niezwykły sposób Romaniak witał się ze swymi gośćmi. Do nich wychodził na powitanie do bramy, każdemu podawał dłoń, witał słowami: „Witaj, przyjacielu, dobrze, że jesteś”. Dla każdego miał dobrą radę, dobre słowo. Głodnych karmił specjałami kuchni małżonki. Kontynuacją ówczesnej Gazdówki jest Gazdówka Bobrownicka, gdzie artysta wciąż wychodzi na powitanie do bramy. Romaniakowie chętnie częstują piwem, kawą, herbatą, pierogami z magi. „Sanepid już nam nie grozi”- jak mówią. Co prawda nie ma już pianina, które stało w skierniewickiej kawiarni, ale również jest kominek, stół, bujany fotel Pani Danuty, mnóstwo rzeźb i ciepła kuchnia, natomiast Romaniak chętnie zaprasza poetów śpiewających, grających na gitarach, rapsodów, trubadurów, skaldów. O Gazdówce skierniewickiej poeta mówi: „Tam była przyjaźń, tam byli młodzi ludzie, myśmy starali się każdemu pomóc, wiesz, nam nie chodziło o pieniądze, myśmy nie byli ludźmi biznesu, wiesz… zrobić człowiekowi krzywdę jest bardzo prosto, a pomóc … s a k r a m e n c k o  trudno”. Artyści (żona Danuta, jest malarką) prowadzili szereg imprez charytatywnych. W ramach istniejącego Towarzystwa Polsko-Austriackiego zorganizowali m. in. Mikołajki dla ubogich. Oczywiście w Gazdówce odbywały się przedstawienia m. in. teatrów z Łodzi czy też zespołu muzycznego Trojka Stefaniaka. Kawiarnia działała do 2000 roku.

Poesis est domus
(Poezja jest domem)

W 2000 r. Romaniakowie przeprowadzili się do podłowickiej wsi. Tutaj, niczym Kochanowski w Czarnolesie, Romaniak osiadł w Bobrownikach. Dla znajomych Romaniakowie mają jajka zniesione przez ich kury (ja też zostałem obdarowany jajami). Urządzili dom, na elewacji budynku powiesili wozowe koło, pod dachówką stodoły, mieszczącej się w zagrodzie, która pełni rolę „dołu” galerii, rzeczywiście widnieje kilka obrazów autorstwa Pani Danuty oraz kilka rzeźb gospodarza tego miejsca, koszyk z kasetami magnetofonowymi, powieszone wełniane kiecki. Teraz tutaj pod Łowiczem artysta buduje swoją legendę. Okoliczni mieszkańcy mówią na niego góral.

Dnia 5 maja 2012 r. będzie miał miejsce benefis 45 lecia pracy twórczej artysty. To pokazuje jak Romaniak, choć czujący się góralem, silnie jednak związany jest z Mazowszem. Tutaj bowiem spędził większość swojego życia.
 
Od 43 lat związany ze swoją żoną Danutą. „Czas dla nas zaczyna się wydłużać. Życie w pewnym momencie się zatrzymuje, a potem rusza z wolną szybkością do przodu. To nie my budujemy świat, to świat buduje nas.”

Kończąc niniejszy artykuł, w którym celowo pominąłem aspekt wystaw Romaniaka, ludowość i charakter jego rzeźb, kontekst historyczno-literacki jego poezji, chcę podkreślić, że chodziło mi o pokazanie funkcjonowania legendy w kontekście małej miejscowości, ukazać czynniki legendotwórcze, pokazać wreszcie, jak tworzy się legenda i co tworzy legendę. O Stanisławie Romaniaku napisano kilka prac magisterskich.

Dla mnie Stanisław Romaniak (wbrew legendzie, jaką sam o sobie stworzył) kojarzy się nieodłącznie ze Skierniewicami, gdzie przy ul. Nowobielańskiej zostały po nim ślady, kojarzy się z podłowickimi Bobrownikami, gdzie osiadł i zdaje się, dobrze się czuje w tamtejszej ludowości. To właśnie tutaj na Mazowszu, a nie w Zakopanem żyje i ma się dobrze od prawie 35 lat. Owszem, przyjemnie jest opowiadać o Romaniaku w kontekście Skierniewic jako o zakopiańskim artyście. No, ale cóż, czy nie warto na koniec przytoczyć słowa z Biblii: „Tam dom Twój, gdzie serce Twoje”.


Daniel Ciesielski


            

                                                  Stanisław Romaniak  

*    *   *

Poezja
Wyrazicielką uczuć
Dnia codziennego
To jest coś
Czego nie możesz zatrzymać
Coś czego nie możesz
Zanucić
Poezja
To jest wolność

                               Bobrowniki, dn. 21 III 2012



Post scriptum:

„Zasada jest jedna: Kochaj ludzi, ale bądź sobą.”

                                                   S. Romaniak

„A co się dzieje z tym Romaniakiem. Gdzie On teraz mieszka?”

                                                  Paweł (szef portalu)

„Dostałem mnóstwo medali i odznaczeń. Ale niech mi dadzą pieniądze na przeżycie, a medale niech sobie wsadzą w dupę”.

                                                   S. Romaniak

„Stasiu, tylko mi się tutaj nie wypierdol”.

                                                  D. Romaniak

bardzo dobry
Ocena:
Komentarze (7)
Dodaj komentarz
  • Serdeczne pozdrowienia dla Staszka i Danuśki. Bywalczyni Gazdówki w Skierniewicach. W Bobrownikach byłam tylko wirtualnie, bo z Mazowsza wyniosło mnie w Bieszczady. Ania N.

    Ania N2012-10-25 12:58:00

  • Dom jest skarbem! Całkiem udana - moim zdaniem - ta parafraza biblijna. Toż to nie jest artykuł naukowy z biblistyki, gdzie trzeba wiernie cytatować. Artykuł ciekawy i podobają się nawiązania do łaciny! I przy okazji: ukłony dla Pana Stanisława i jego żony.

    Łucja2012-04-29 12:51:42

  • Sorki, ale ten cytat "biblijny" to niewiele ma wspólnego :) Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się i kradną. Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą, i gdzie złodzieje nie włamują się i nie kradną. Bo gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje. Ewangelia według św. Mateusza 6:19-21. Dom i skarb :)

    Mateusz2012-04-27 15:52:29

  • W "Gazdówce", na Widoku bylem może ze 3 razy, ale klimat miejsca pozostaje w człowieku na długo... Nie tylko wystrój, ale przede wszystkim gospodarz, czuł się człowiek jakby ten szary, bury ,zasy..ły Widok był gdzieś daleko,daleko... Wszystkiego dobrego,Panie Staszku...

    Art332012-04-27 15:17:37

  • Artykuł równie piękny jak jego bohater

    D. Sk-ce2012-04-27 13:51:51
    • fisis to on ma nie za bardzo, ale piękna wewnętrznego to mu nie brakuje;)

      ;)2012-04-27 15:29:11