skierniewickie.pl

Perła Skierniewic – dworek modrzewiowy po Konstancji Grabowskiej z domu Gładkowskiej

Piątek 20.07.2012Daniel Ciesielski
W dawnym domu Gładkowskiej mieści się dzisiaj siedziba Izby Historii Skierniewic. Fot. Skierniewickie.pl
Minęły 123 lata od śmierci romantycznej śpiewaczki operowej, która ostatnią dekadę swojego życia spędziła w „domu przy kościele”1  w Skierniewicach. Jakie dokumenty z tego czasu się zachowały? Czy istnieje trumienka z brylantowym pierścieniem podarowanym jej przez Chopina? Jakie tajemnice skrywają podziemia i strychy skierniewickiego dworku przy ul. Floriana 4? Dlaczego mieszkała ostatnie lata swego życia właśnie tutaj – w Skierniewicach? Konstancja Gładkowska, kobieta która jako pierwsza stoi w szeregu kobiet światowego geniusza fortepianowego.

O Konstancji Gładkowskiej nader często już opowiadali tacy gawędziarze epoki romantyzmu jak Bogusław Kaczyński czy Barbara Wachowicz. Jednakowoż sam też postanowiłem na ten temat, mówiąc słowami późnego romantyka Norwida, „odpowiednie dać rzeczy słowo”2 .



Na szlaku kobiet Chopina, dość wymienić Delfinę Potocką, Marię Wodzińską, George Sand, Marię Kalergis, Pauline Viardot. Pierwsze jednak miejsce w kolejności chronologicznej zajmuje niewątpliwie Konstancja Gładkowska, o której Fryderyk pisał do niejako swego powiernika Tytusa Woyciechowskiego: „… no ja już może na nieszczęście mam swój ideał, któremu wiernie, nie mówiąc z nim już pół roku służę, który mi się śni, na którego pamiątkę stanęło adagio od mojego koncertu, który mi inspirował tego walczyka dziś rano, co Ci posyłam”3 . Pod wpływem tej fascynacji skomponował koncerty fortepianowe: Koncert f-moll op. 21 i Koncert e-moll op. 11. W roku 1829 i 1830 Chopin usilnie pracował nad skomponowaniem Koncertu fortepianowego f-moll (opus 21) oraz innych utworów.

Konstancja Gładkowska spędziła ostatnie dziesięć lat swojego życia - właśnie w Skierniewicach, w drewnianym domku nieopodal Kościoła św. Jakuba. Stąd jest to jedno z kilku miejsc na ziemi mazowieckiej związane nie bezpośrednio, ale jednak z Chopinem.

Konstancja Gładkowska była studentką warszawskiego konserwatorium w klasie śpiewu. Urodziła się 2 VI 1810 roku w Warszawie, jej ojciec był burgrabią w zamku. Zadebiutowała w operze Paëra „Agues”, po tym wydarzeniu „Kurier Warszawski” pisał 25 lipca 1830 roku: „Liczni zebrani wczoraj w Teatrze Narodowym słuchacze, rzęsistymi oklaskami powitali, J. Pannę Gładkowską, wznawiali je po każdym jej śpiewie. Ta młoda artystka również na pierwszym występie okazała bardzo wiele zdatności jako Aktorka Dramatyczna. Po ukończeniu opery, powszechnym odgłosem została przywołana jako też J. P. Szczurkowski wybornie przedstawiający rolę hrabiego. Całe dzieło pod dyrekcją J. P. Soliwy wykonanem było dokładnie. W następnych przedstawieniach ma być nieco skróconem”4 . To właśnie w tym stricte muzycznym środowisku Chopin poznał Konstancję. Znajomość ta trwała zaledwie półtora roku od 1829 do 1830, kiedy to Chopin wyjechał z kraju.

Konstancja Gładkowska wystąpiła również na pożegnalnym koncercie (11 października) Chopina, na którym zaśpiewała arię Rossiniego z „Pani Jeziora”. No i oczywiście napisała słynne słowa:



Ażeby wieniec sławy w niezwiędły zamienić
Rzucasz lubych przyjaciół i rodzinę drogą,
Mogą Cię obcy lepiej nagrodzić, ocenić,
Lecz od nas kochać mocniej pewno Cię nie mogą.


Do tych słów Chopin z premedytacją dopisał nonszalanckie, prowokacyjne, może po trosze egocentryczne słowa: mogą mogą!5

Wiadomo, że obdarowali się nawzajem wówczas pierścionkami: „Fryderyk podarował Konstancji druciany pierścionek z brylantem oprawnym w srebro po swej babce. Ona mu wręczyła podobny”6.  Po wyjeździe Chopina z kraju młodym dwudziestolatkom pozostało jedynie pisanie listów. Korespondencja paryska nie trwała jednak zbyt długo, bowiem urwała się po roku. W życiu Chopina były już inne kobiety…

Konstancja wyszła za mąż za Józefa Grabowskiego (młodego, wykształconego, zamożnego oraz statecznego wdowca)7 31 stycznia 1832 roku. Grabowscy mieli posiadłości na wsi. Po rocznym pobycie w Warszawie przenieśli się do majątku Raducz nieopodal Babska pod Rawą Mazowiecką. Grabowscy mieli pięcioro dzieci. W pierwszych latach małżeństwa prowadzili sielskie, spokojne życie, on - obywatel ziemski, ona - gospodyni dworu, wzorowa żona i matka. Dbali o wysoki poziom intelektualny, zamawiali książki, czasopisma. Sielanka nie trwała jednak długo.

W roku 1845 Konstancja ociemniała. Miała wówczas zaledwie 35 lat. Podobno całą noc czytała „Żyda wiecznego tułacza” wówczas poczytną, ale zakazaną pozycję będącą na indeksie kościelnym. Pół roku później Konstancja zaniewidziała i już nigdy nie odzyskała wzroku. Niemniej jednak dalej, w miarę możliwości zajmowała się domem. Choroba nie okaleczyła jej energii, inteligencji, naturalnej łagodności. Nie zapomniała też o muzyce: „Po stracie dwóch córek8  – opowiada autor «Goplany» – Konstancja zatęskniła do muzyki i fortepianu. Najbliżsi opowiadali, że często siadała do ulubionego instrumentu, improwizowała lub przypominała sobie dawne melodie. Po życiu pełnym trosk, mimo kalectwa, wracała pogodną duszą do wspomnień młodości i do muzyki”9.

Pani Gadkowska uwielbiała opowiadać o Chopinie, niestety zabrakło wówczas skryby, który by spisał te opowieści. Ale za to Chopin sam spisał opowieści o niej. Pani Konstancja lubiła czytywać wydane już listy kompozytora, zwłaszcza te do Wojciechowskiego. To właśnie on ze względu na nieśmiałość Chopina stał się adresatem listów miłosnych, które miałaby otrzymywać Konstancja, gdyby Chopin miał odwagę do niej napisać10. Chopinolodzy często podkreślają nieśmiałość czy wręcz niechęć do wyjawienia uczuć dziewiętnastoletniego Chopina wobec Gładkowskiej11: „Listy te, czasem przyjacielskie, czasem pełne rozdrażnienia, czasem graniczące z namiętnością, usiane są deklaracjami o miłości i pokrewieństwie i zawierają pasaże niezwykle zmysłowe”12. Jednakowoż nie ulega wątpliwości fakt, że Chopin był bawidamkiem. Jak zauważa Zamoyski, panna Gładkowska nie była z pewnością jedynym jego obiektem zainteresowań, zadurzał się bowiem w księżniczkach Radziwiłłównych czy Henrietcie Sontag13: „Podczas wieczoru w sierpniu ujrzał dziewczynę (oczywiście przypominała mu Konstancję), od której nie mógł oderwać oczu i która rozpaliła jego serce, zanim wieczór się skończył. Następnego dnia uchwycił spojrzenie «pewnej osoby», skutkiem czego wszedł na chwiejnych nogach i  w wstanie zmysłowego upojenia i omal nie wpadł pod przejeżdżający powóz”14. Wobec powyższych faktów nie dziwią słowa Pani Gładkowskiej, kiedy na pytanie synowej, czy nie żałuje, że nie została żoną Chopina, „Ani chwili – odrzekła – gdyż w kalectwie, jakie mnie spotkało, może Chopin nie okazałby się tak dobrym mężem jak mój poczciwy Józio, gdyż był nerwowy, fantasta, słabowity”15. Niemniej jednak wciąż starannie przechowywała pierścionek od Chopina w toaletce.

U schyłku lat 70.-tych majątek Raducz, w którym mieszkała Konstancja, zaczął ubożeć finansowo: „Józef Grabowski zmarł w 1878 roku. Po jego śmierci Konstancja przeniosła się do Skierniewic i zamieszkała «w domu przy kościele» jak wówczas mówiono”16.



Wspomnienia z tamtych czasów najpiękniej oddają słowa Wacława Rogowicza, którego rodzice wynajmowali od pani Zielińskiej mieszkanie na lato, w pobliżu domku, w którym mieszkała Gładkowska: „Na terenie posiadłości Pani Zielińskiej w małym domku wtulonym w narożnik dziedzińca mieszkała od roku 1879 sędziwa, ociemniała staruszka, po prostu pani Grabowska, wdowa po obywatelu ziemskim”17. Z relacji Rogowicza, który jako dziecko pamiętał panią Grabowską, wynika, że o jej panieńskim nazwisku wiedzieli zaledwie nieliczni skierniewiczanie. O tym, że była związana z Chopinem wiedziała niewątpliwie matka Rogowicza, która odwiedzała ją w domu i która po długich prośbach swego syna zdecydowała się go wziąć ze sobą w odwiedziny do Grabowskiej. Rogowicz wspomina obszerny, niski pokój oraz to, że do owego pokoju wprowadziła ich, jego oraz jego matkę, krewna Grabowskiej będąca jej opiekunką. Wspomina słabe światło, tamowane przez gęste zasłony w oknach, zapach apteki, dużo staroświeckich ciemnych mebli, na ścianach obrazy, mnóstwo fotografii, rycin, „niektóre miały zatknięte pod ramką wyschłe kwiaty. Wszystko tu było jakieś ciemne, niewyraźne, nieżywe”18. W myśl dawnego wychowania nie wolno było jemu, jako dziecku, zadawać pytań, kręcić się po pokoju, natomiast wolno było siedzieć spokojnie, patrzeć i słuchać: „…przycupnąłem na brzegu wskazanego mi krzesełka i wpatrywałem się w drobną postać ginącą wśród poduszek w głębokim fotelu. Stopy miała oparte na niziutkim stołeczku. Cała ta osoba miała w sobie też coś dla mnie niewyraźnego i przez to niepokojącego. Bardzo było w niej wyraźne tylko to, co przykuło od razu całą moją uwagę, wprost mnie zafascynowało nieruchome czarne wypukłe okulary pod białym rurkowym czepeczkiem i malutkie ręce, barwy pożółkłych klawiszy matczynego fortepianu, nieruchomo spoczywających na poręczach fotela”19. Rogowicz wspomina rozmowę trzech dorosłych osób „o lekarstwach na różne dolegliwości sędziwego wieku” oraz „o różnych skierniewickich gospodarskich kłopotach”20. Sama Pani Grabowska mówiła mało i cicho, więc tak naprawdę rozmawiały dwie osoby, jego mama oraz krewna Pani Grabowskiej: „Gdy pierwszy raz usłyszałem jej głos, spojrzałem na nią ukradkiem i zobaczyłem jakąś dziwną trąbkę, którą słuchając trzymała przy uchu”21. To naszego dokumentalistę tamtych wydarzeń wprawiło w zakłopotanie, czy raczej przerażenie, co w rezultacie spowodowało dezercję z tego tajemniczego, magicznego domu.

Konstancja Gładkowska zmarła 20 grudnia 1889 roku. Jej wnuk Stanisław Karpiński przekazał tę wiadomość rodzinie: „Życie jej nie było rozkoszą. W ubiegłą niedzielę wyprowadziliśmy ciało do kościółka przy cmentarzu. W poniedziałek rano był pogrzeb i nabożeństwo. Jutro zaś Twój ojciec, czyniąc zadość woli zmarłej, przewiezie ją cicho do Babska tj. Parafii Raducza, w którym znaczną część życia spędziła…”22.

Przez dłuższy czas było nieznane miejsce pochówku Konstancji, toteż 100 lat po jej śmierci kłopotem było wystawienie na jej grobie tablicy. Po przeprowadzonych wówczas na szeroką skalę badaniach, w które zaangażowani byli: Tadeusz Zwierzchowski, prezes Towarzystwa Przyjaciół Skierniewic, redaktor Jerzy Waldorff, Janusz Galewicz, reżyser z Łodzi, wynika, że Konstancja Gładkowska prawdopodobnie spoczęła obok męża na cmentarzu w Babsku. Jest to wersja pani Stanisławczyk, której „matka wspominała, że jako młoda dziewczyna widziała blaszaną tabliczkę dotyczącą śmierci Konstancji, leżącą na grobie jej męża Józefa Grabowskiego na cmentarzu w Babsku”23. Po tej informacji ostatecznie Towarzystwo Przyjaciół Skierniewic na kamieniu nagrobnym poświęconym mężowi Konstancji wyryto napis z personaliami jego małżonki oraz z dopiskiem „Młodzieńcze natchnienie Fryderyka Chopina”.

Oczywiście oprócz dworku przy ul. Floriana 4 po Pani Gładkowskiej niewiele do dzisiejszych czasów się ostało. Wiadomo, że wynalezienie w opoce romantyzmu fotografii przez L.J. Daguerre'a umożliwia nam potomnym ujrzenie wizerunku Konstancji Gładkowskiej, Chopina, nawet jego fotografii post mortem, niedawno zresztą odkrytej, ale także Mickiewicza, Norwida oraz innych romantyków. Co się stało z biżuterią podarowaną Konstancji przez Fryderyka? Na to pytanie być może uda nam się odpowiedzieć, bywając na comiesięcznych targach kolekcjonerów w Skierniewicach. Być może komuś uda się nabyć ten subtelny drobiazg. Jeśli zaś chodzi o listy, Konstancja Grabowska spaliła całą Chopinową korespondencję. Czy miało to miejsce jeszcze w Warszawie, w Raduczu, czy też w Skierniewicach? Tego już nigdy się nie dowiemy. Szkoda, byłyby wraz z pierścieniem wspaniałymi pamiątkami. Zastanawiam się jeszcze nad wspomnieniami pana Rogacza. Otóż wspomina on, jakoby w pokoju, w którym odwiedził Panią Konstancję wraz z matką, było mnóstwo fotografii na ścianach. Bibelotowe mieszkania, są czymś nader częstym, ale fotografia u schyłku XIX wieku ciągle jeszcze raczkowała, a zdjęcia były drogim rarytasem, stąd powodzenie fotografii post mortem, której rozkwit przypadł na tamten właśnie czas. Jak wynika z faktów, dworek Grabowskich w Raduczu popadł w ruinę, dlatego pewnie Konstancja przeniosła się do Skierniewic, aby tutaj w niewielkim domku, korzystając z pomocy krewnej, spędzić ostatnie lata swojego życia, a więc nie sądzę, aby jest sytuacja materialna była dostatnia. Nie wiadomo nawet, czy w owym domku znajdował się instrument, fortepian czy pianino, który w owym stanie zdrowia Pani Konstancji (była wówczas ociemniała i, jak wynika z wspomnień pana Rogacza, niedosłysząca) był jej potrzebny. Ale nie należy zapominać o tym, że ową przestrzeń pan Rogacz rejestrował oczyma dziecka.

Na koniec chcę przytoczyć słowa Norwida, nota bene też mieszkającego na Mazowszu romantyka (w Głuchach pozostał wspaniały nienaruszony dworek, w którym się urodził i pierwsze lata życia zamieszkiwał), które pasują do wspomnianych pamiątek po Gładkowskiej (spalonych listów oraz tajemniczego pierścionka z brylantem):

    Coraz to z Ciebie jako z drzazgi smolnej,
    Wokoło lecą szmaty zapalone -
    Gorejąc, nie wiesz, czy? stawasz się wolny
    Czy to, co twoje, ma być zatracone?

    Czy popiół tylko zostanie i zamęt,
    Co idzie w przepaść z burzą? - czy zostanie
    Na dnie popiołu gwieździsty dyjament,
    Wiekuistego zwycięstwa zaranie!...
24


Post scriptum:

W 1984 roku, a więc 95 lat  po śmierci Grabowskiej otwarto w dworku przy ul. Floriana 4 Izbę Historii Skierniewic. Wcześniej domek był podzielony na mieszkania i wynajmowany. Ale jaka była chronologiczna historia tego domku po śmierci Konstancji, jeśli w czasie jej życia należał do posiadłości pani Zielińskiej, do kogo należał później, kto i w jakim przedziale czasowym zamieszkiwał ową posiadłość od 1889 do 1984 roku, ten wątek należy już do innego artykułu.

„Moja babcia opowiadała mi, jak mieszkała w tym domku przy ul. Floriana. Miała tam kiedyś mieszkanie. Dwa metry od pieca pod dywanem było zejście do piwnicy. Różne takie historie…”
Paweł S.

bardzo dobry
Ocena:
Komentarze (10)
Dodaj komentarz
  • Chciałbym przy tej okazji serdecznie pogratulować władzy lokalnej "zmysłu estetycznego"-siłownia na powietrzu obok podgnitej ściany dworku gdzie żyła kobieta , będąca "młodzieńczym natchnieniem twórczym" jednego z największych kompozytorów świata... Pozostaje tylko włożyć kapelutek i pajacować ku czci "zaprzyjaźnionych" ...

    cit.2016-03-02 21:53:47

  • Bardzo Panu dziękuję za powyższy materiał. Bywam w Skierniewicach na "Festynie Kwiatów i Owoców" ale nie miałem jeszcze okazji być we wnętrzu domku Konstancji Gładkowskiej. Teraz, gdy jest tam małe muzeum, będzie taka okazja. Dziękuję raz jeszcze i pozdrawiam !

    Zbigniew Domański2016-03-01 18:29:13

  • Dziś zupełnie przypadkiem natknęłam się na ten artykuł. Muszę przyznać, że bardzo interesujący. Warto wiedzieć takie rzeczy. Zdegustowały mnie jednak komentarze, więc musiałam napisać swój :) dotyczący złośliwości komentatorów. Zapewne błędy zdarzają się każdemu również im, szczególnie gdy czasami edytor tekstu zmienia słowo. Zastanawiam się więc czy taka złośliwość wynika z przywar charakteru, zazdrości, chęci zabłyśnięcia kosztem innych, czy chęci ubicia interesu (zapłać z robię ci korektę). Jeżeli to trzecie, to może warto swój komentarz podpisywać imieniem i nazwiskiem. Może niektórym takie czepialstwo zaimponuje. Wiadomo, błędów robić nie przystoi, ale jeżeli się już zdarzą to chyba bardziej taktowne jest ich niby nie zauważyć, tym bardziej, gdy są mało istotne i nie wpływają na wartość merytoryczną. Temu, też, czyli do oceny treści służą chyba komentarze. Szkoda, że nikogo nie było stać na ten krok i zwykłą ocenę merytoryczną. Dla mnie to mimo wszystko objaw małostkowości i prymitywizmu. Krytykować jest łatwo. Zawsze znajdzie się powód, zgodnie z (trochę przerobionym) przysłowiem „ gdy ktoś chce ‘kogoś’ uderzyć ten kij zawsze znajdzie”. Gorzej stworzyć coś od podstaw. POzdr.

    A2014-09-13 10:52:50
    • Droga Pani A. Załóżmy, że zechce Pani coś kiedyś napisać "dla ludzi". Czyż ze zwykłego szacunku dla czytających - wypada im serwować tekst z kilkunastoma literówkami i innymi błędami, typu: niegramatyczne zdania, zdania bez orzeczenia, itp.? Żeby tego uniknąć - oczywiście, nie trzeba specjalnej korekty - wystarczy po napisaniu tekstu po prostu go uważnie przeczytać. To nie są zbyt wielkie wymagania od autora.

      francuz2014-09-13 12:22:45

  • Jak się bawimy w wyszukiwanie, to już się bawmy na całego ;) "(...) aby tutaj w niewielkim domku, korzystając z pomocy krewnej, spędzić ostatnie lata swojego życia, a więc nie sądzę, aby JEST sytuacja materialna była dostatnia" :) Chyba "jest" nie bardzo tam pasuje ;)

    spaślak2012-07-20 15:09:37

  • Pani Gadkowska uwielbiała opowiadać" - brakuje "ł" "podkreślają nieśmiałość czy wręcz niechęć" - czy tu nie brakuje przecinka? "wynalezienie w opoce romantyzmu" - opoce? I te przypisy. Czy artykuł, aczkolwiek ciekawy, nie jest przypadkiem przeklejoną kopią? Kto znajdzie więcej? ;)

    He2012-07-20 14:50:01
    • Jakieś poprawki-pierdółki zawsze się znajdą ;-) "Dlaczego mieszkała ostatnie lata swego życia właśnie tutaj – w Skierniewicach?" - mieszkać ostatnie lata. To nie po polsku. A propos wcześniejszego pytania o korektę - pytam poważnie :) 5 minut roboty, a zero komentarzy-poprawek ;)

      spaślak2012-07-20 14:56:36