skierniewickie.pl

Dominik Moskwa: Ustawodawca dba bardziej o zwierzęta niż o ludzi

Piątek 16.03.2012Rozmawiał: Maciej Bąba
Dominik Moskwa: Strażnica w Miedniewicach ma służyć wszystkim nie tylko OSP. Fot. Skierniewickie.pl
O konflikcie w Miedniewicach, nowych przepisach dotyczących śmieci i zwierząt oraz o rankingu Rzeczpospolitej rozmawiamy z wójtem gminy Skierniewice Dominikiem Moskwą.

Skierniewickie.pl: Jak kieruje się gminą, która w porównaniu z gminami ościennymi nie ma takiej integracji terytorialnej?

Dominik Moskwa: Nie jest to łatwa rzecz. Na początku należało założyć, jak to ma wyglądać, dlatego też pierwszą rzeczą, którą wykonaliśmy było stworzenie Planu Zagospodarowania Gminy. Gmina nie ma typowego centrum, w którym działałoby centrum kultury, czy też byłaby siedziba władz gminy. Całość stanowi „opaskę” wokół miasta powiatowego. W sferze oświaty również występują trudności. Jedyne gimnazjum, które działa w gminie powstało na bazie zamkniętej podstawówki w jednym z najodleglejszych zakątków gminy. Nasze tereny są typowo podmiejskimi. Mieszkańcy pracowali w dużych zakładach pracy działających swego czasu w Skierniewicach oraz w PKP. Dlatego też większość gospodarstw ma średnio 3,5 ha powierzchni. Jedynie w części wschodnie te areały są znacznie większe. Dlatego też musieliśmy się na coś, jako władze gminy, zdecydować. Dziś dochody gminy stanowią podatki od nieruchomości, jak również pewna część z podatków PIT i CIT.  Dlatego też nasze wysiłki skupiamy na przygotowaniu terenów pod budownictwo mieszkaniowe. Są chętni, którzy chcieliby osiedlać się na terenach wiejskich. Warunkiem jest przygotowanie odpowiedniej infrastruktury, wyposażyć tereny pod zamieszkanie w niezbędne media oraz drogi dojazdowe. Stoimy teraz przed poważnym wyzwaniem, jakim jest sieć kanalizacyjna. Jej koszt spowoduje, że staną wszystkie inne przedsięwzięcia. Mamy już wodę i oświetlenie. Na dziś mogę powiedzieć, że więcej inwestujemy i jak na razie nie czerpiemy z tego przewidywanych korzyści. Na to przyjdzie jeszcze czas.

Skierniewickie.pl: To oznacza, że gmina stawia na pozyskiwanie nowych mieszkańców? Tereny należące do gminy zostaną tak przekształcone, by móc na nich budować?

D.M.: Tak. Sukcesem jest mieć mieszkańca i bogatego inwestora. Dochody muszą być z czegoś czerpane. Pozyskanie nowych mieszkańców, osób zainteresowanych ulokowaniem swojego biznesu na terenie naszej gminy daje szanse na dalszy rozwój.

Skierniewickie.pl: Pozostańmy przy temacie osiedlania się na terenie gminy Skierniewice. Wiele razy podkreślał Pan, że są to tereny podmiejskie. Ale też należy pamiętać że mamy tu i wysypisko śmieci i oczyszczalnię ścieków. Jest też wytwórnia mas bitumicznych, za chwile może się pojawić kolejna. Nie wspomnę o zakładzie z gminy Maków, która nie ułatwia czerpania powietrza pełną piersią.

D.M.: Oczywiście, wszystkie te utrudnienia istnieją. Są to rzeczy, które otrzymaliśmy w spadku. To nie jest nasz wytwór i pragnę też podkreślić, że nie jest to też do końca za zgodą naszych mieszkańców. To wszystko, o czym pan wspomniał w pytaniu to utrudnienia dla jakości życia. Z kolei kłopotem dla rozwoju firm jest też Bolimowski Park Krajobrazowy oraz rzeka Rawka, jako obszar „Natura 2000”. O ich powstaniu też zdecydowano bez aprobaty mieszkańców. Nikt nas o to nie pytał. Podkreślę, że uważamy, iż takie tereny muszą istnieć, ale wypadałoby poinformować o tym, co na tych terenach można, a czego nie można robić. I paradoksalnie mieszkańcy terenów Parku, czy Rawki nie mają wcale łatwiej niż ci, którzy sąsiadują np. ze składowiskiem odpadów. Może mają ładniejszy zapach, ale nie mogą za to nic zrobić.



Skierniewickie.pl: Jak kształtuje się tegoroczny budżet gminy i jak wyglądają obciążenia związane z finansowaniem oświaty?

D.M.: W 2012 r. budżet to blisko 20 mln zł. Z tego 4 mln musimy przeznaczać na oświatę i są to pieniądze, które gmina musi znaleźć we własnej kasie. Gdybyśmy mogli taką kwotę co roku inwestować w kanalizacje, czy też drogi to prawdę powiedziawszy nie musielibyśmy się nikogo prosić o dodatkowe środki.

Skierniewickie.pl: Oświata, utrzymanie jej przez samorządy to problem ogólnopolski. Z każdej części kraju docierają informacje o zamykaniu szkół. Czy przed taką decyzją stoi również gmina Skierniewice?

D.M.: Jak na razie nie. Mamy szkoły, gdzie uczy się po niespełna 50 dzieci i jest to problem. Rozmawiamy z mieszkańcami i to właśnie ich zdanie przeważyło, aby te małe szkoły nadal funkcjonowały. Nawet kosztem przesunięcia w czasie innych równie ważnych inwestycji. Teraz czekamy, co zrobi rząd. Obecnie już wiadomo, że ponad 1000 szkół w Polsce nie będzie już działać od nowego roku szkolnego. Nie są to popularne decyzje, gdyż mieszkaniec będzie zawsze twierdzić, że to wójt, burmistrz, czy też starosta wraz z radami zamykają oświatę. Tylko proszę zauważyć, że jedna zamknięta szkoła i dowiezienie dzieci do sąsiedniej miejscowości to jest
pensja jednego pracownika. A takich pracowników w szkole jest ponad czternastu. Obecnie w niektórych szkołach klasy liczą po 3-4 uczniów. Jeśli dołożylibyśmy kolejne trzy, czy cztery osoby z likwidowanej szkoły, to i tak jakość nauczania i dla uczniów i nauczycieli nadal byłaby znacznie wyższa niż w niejednej placówce miejskiej.

Skierniewickie.pl: Porozmawiajmy teraz o środkach zewnętrznych. To, że rok ubiegły był przełomowym w tych staraniach może świadczyć fakt znalezienia się gminy Skierniewice w czołówce gmin wiejskich w rankingu „Rzeczpospolitej”.

D.M.: Precyzując, zajęliśmy 6, czy też 7 miejsce. To zależy, w jakiej kategorii. Bezsprzecznie zajęliśmy pierwsze miejsce w województwie łódzkim. Były to środki związane przede wszystkim z ochroną środowiska. Tak się złożyło, że rozstrzygnięcia nastąpiły w roku 2011. O tym, że będziemy korzystać ze środków unijnych mówiłem już kilka lat temu. Obecnie jest to ostatnia chwila, by te fundusze wykorzystać. Za moment przyjdzie okres wygasania tego „rozdania”, a na chwile obecną nie wiemy, jakie przedsięwzięcia będą priorytetowymi przy kolejnym horyzoncie finansowania 2014-2020. Praktycznie w każdej dziedzinie życia gminy możemy pochwalić się pozyskanymi środkami. Bardzo dużo poszło na oświatę, ochronę przeciwpożarową, zajęcia pozalekcyjne i przedszkola. Środki też trafiły do stowarzyszeń działających w gminie. Na pewno bardzo widocznymi inwestycjami, które udało nam się wykonać są termomodernizacje szkół w Dębowej Górze i Miedniewicach. Docieplenia doczekał się budynek Urzędu Gminy. Jedyną porażką były solary. Mieliśmy pozytywną opinię Marszałka Województwa Łódzkiego, ale przez dziwną interpretację Krajowego Biura Informacji Podatkowej, ten wniosek upadł. Poszło o podatek VAT. Sprawę w sądzie wygraliśmy; lecz to marne pocieszenie, gdyż pieniądze w wysokości 12 mln przeszły obok.

Skierniewickie.pl: Ale mimo to, jak sam Pan mówi, wiele się udało dzięki środkom zewnętrznym?

D.M.: Tak, tylko należy pamiętać, że aby uzyskać te środki, to najpierw w 100 procentach my musimy sfinansować inwestycje. Dopiero potem otrzymujemy zwrot w kwocie zapisanej w umowie. I z tymi zwrotami bywa różnie. Na część inwestycji nadal nie uzyskaliśmy zagwarantowanej kwoty. Stąd też należy pamiętać, że realizując takie przedsięwzięcia musimy posiłkować się kredytami i pożyczkami. Myślę, że w tym roku już nie będziemy w pierwszej siódemce w kraju. Tym bardziej, że środki te już się kończą.

Skierniewickie.pl: Wróćmy do szkół. Mówi Pan o termomodernizacji budynków, ale też mówiliśmy wcześniej o zamykaniu placówek oświatowych. Jaki zatem jest sens robić inwestycje na obiektach, które za chwile mogą zostać zamknięte?

D.M.: Powiem tak. Jest to mienie komunalne gminy i moim obowiązkiem jest dbanie o to mienie. To nie są moje pieniądze tylko pieniądze mieszkańców. Nawet jeśli nastąpiłaby likwidacja, czego obecnie nie przewiduje, to ewentualna kwota ze sprzedaży takiego budynku, który zachowuje obowiązujące standardy, będzie znacznie wyższa, niż za ruinę. W planach mam jeszcze termomodernizację gimnazjum w Żelaznej, gdyż to przyczyni się do zmniejszenia kosztów energii cieplnej.



Skierniewickie.pl: Przejdźmy teraz do dwóch ustaw, które utrudnią życie samorządowcom. Mam tu na myśli o nowych przepisach dotyczących czystością na terenie gmin i wywożeniu odpadów komunalnych oraz o rozwiązaniu problemu bezpańskich czworonogów.

D.M.: Mogę to określić jednym zdaniem: znowu ktoś się nami zabawił. Nami mieszkańcami. Funkcjonowały przepisy mówiące, że odpady muszą być zbierane, segregowane. Jako jedni z pierwszych wprowadziliśmy selektywną zbiórkę odpadów i mieszkańcy gminy Skierniewice są przykładem, że można tak zbierać odpady. W tym względzie wyprzedzamy nowe przepisy. I wszystko funkcjonowało dobrze. Mieszkaniec zawierał umowę na wywóz śmieci. My, jako gmina, sprawdzaliśmy, czy takowy dokument jest. A teraz trzeba było to wszystko poprzekręcać. I teraz to ja, jako wójt, mam podpisywać umowę z odbiorcą, a mieszkańcom zafundować nową opłatę, która do gminy będzie trafiać. Do tej pory każda nieruchomość miała podpisaną umowę bezpośrednio i jeśli coś było zaniechane to przysłowiowy „Kowalski” mógł zwrócić uwagę, że usługa nie jest dobrze wykonywana. Teraz to ja będę musiał pilnować firmy wywożącej odpady. Pewnie najlepiej żebym jeszcze do takiego samochodu wsadził swojego pracownika, który będzie nadzorować czy to, za co płacimy jest dobrze wykonywane. My na szczęście trafiliśmy na rzetelną firmę, ale patrząc po innych gminach, rozmawiając w gronie samorządowców wiem, że takie nierzetelne firmy się trafiają. Myślę, że te zmiany mają zapewnić stałe źródło dochodów dla firm wywożących odpady, bo przecież od dawna wiadomo, że samorządy są idealnym płatnikiem. A my z kolei będziemy musieli egzekwować opłaty od mieszkańców. I znów to władza samorządowa będzie tym złym.

Skierniewickie.pl: A zwierzęta? Czy to prawda, że wprowadzenie w nowych przepisów w życie będzie samorządy kosztować po kilkaset tysięcy złotych rocznie?

D.M.: Uważam, że o zwierzęta należy dbać i jest to niepodważalne. Ale z tego co widzę, to w niektórych przypadkach ustawodawca dba bardziej o zwierzęta niż o ludzi. Człowiek też jest ssakiem, więc może powiedzmy tak: niektóre są bardziej uprzywilejowane. Ale teraz poważnie. Ja nie wyobrażam sobie, żeby mój pracownik chodził i sprawdzał, czy ten pies jest uwiązany na łańcuchu mającym 3 metry, czy też jest to tylko 2,8 i czy jest uwiązany przez 12 godzin, czy też krócej, bądź dłużej? Tak mówi ustawa. Preferuje się dziwne zapisy dotyczące np. wybiegów i do końca nie wiadomo, jak do tego podejść. Do tej pory mieliśmy pracownika, który wyłapywał bezpańskie zwierzęta, które były oddawane do schronisk. Posiadaliśmy wgląd w dokumenty. Mogliśmy też sprawdzić, czy to zwierzę nadal jest w schronisku. Dziś już tak nie jest. Obecnie muszę mieć umowę z kimś, kto mi złapie psa, go przewiezie i będzie utrzymywał w schronisku. Musi dokonać sterylizacji, wyposażyć zwierzę w chipa. Mało tego musimy mieć jeszcze umowę z osobą, która pozbiera padłe zwierzęta wzdłuż wszystkich dróg przebiegających przez gminę. Muszę na taką usługę mieć odpowiednią umowę, gdyż my nie mamy odpowiednich kwalifikacji chyba. Czyli muszę płacić za wyłapanie, za schronisko, za pozbieranie szczątków z poboczy. No i jeszcze za lekarza weterynarii, ponieważ zgodnie z nowym prawem muszę mieć stałą całodobową opiekę weterynaryjną. I tym samym koszty nasze, które w tej sferze do tej pory wynosiły ok. 20 tys. rocznie wzrosną prawie dziesięciokrotnie. Ale to jeszcze nic. Koszt dziennego pobytu zwierzęcia w takim hostelu waha się od 7 do 12 złotych. I teraz gmina ma zapewnić dożywotnie utrzymanie takiego bezpańskiego psa. A jaką ja mam pewność, że jeśli któryś z „naszych psów” nie padnie, to nie zostanie przełożony żywemu zwierzęciu chip i dalej będziemy płacić? Czy to oznacza, że jako gmina powinniśmy prowadzić dokumentacje fotograficzną i co jakiś czas sprawdzać czy nasz „podopieczny” nadal żyje? Bo takiemu hostelowi będzie się opłacało mieć cały czas komplet moich psów.

Skierniewickie.pl: I na koniec porozmawiajmy o sprawie strażnicy w Miedniewicach i o konflikcie jaki tam powstał.

D.M.: Zacznijmy od tego, że jako władze gminy staramy się tak rozdysponować środki, by cały teren skorzystał. W naszym przypadku jest to trudne ze względu na kształt gminy. Przyjęliśmy zasadę, że w każdej kadencji, w każdej wsi coś powstaje. I tego się trzymamy. Ale jak zwykle jeśli w jednym miejscu coś nowego się pojawi to drudzy nie chcą być gorsi i też to chcą mieć. Złożyliśmy wniosek na samochód dla OSP w Mokrej Lewej i dostaliśmy ten pojazd. OSP Mokra Lewa i Mokra Prawa są w Krajowym Systemie Ratowniczo-Gaśniczym. Jak udało się zdobyć ten samochód, to pojawiły się głosy dlaczego tylko jeden? Najlepiej by każda jednostka OSP, a jest ich osiem, dostała takie doposażenie. Wszyscy wiemy, że strażnice stanowią miejsca integrujące miejscową społeczność. Od lat 80-tych kiedy powstały te obiekty wielokrotnie były one już remontowane, poddawane rozbudowie. I kilka remontów już zostało przeprowadzonych w Miedniewicach. Środki pochodziły z gminnej kasy w wysokości po sto tysięcy. Co prawda te remonty nie podniosły standardów tego budynku, bo nie ma tak zaplecza kuchennego, czy też sali klimatyzowanej, w której mogłyby odbywać się różnego rodzaju spotkania. Przygotowaliśmy projekt zakładający rozbudowę strażnicy w Miedniewicach. Zakładał on wybudowanie garaży, a na piętrze sali z odrębnym wejściem. Chcieliśmy zdobyć na to rozwiązanie dofinansowanie. Niestety mamy teraz wiedzę, że nie będzie takich środków. Podobna sytuacja była w strażnicy w Żelaznej. Tam wprost poinformowaliśmy, że jeśli będą środki to budujemy, jeśli nie będzie – trzeba będzie poczekać. I czekali cztery lata. I pozostał budynkiem parterowym. Co do Miedniewic to wraz z Radą Gminy podjęliśmy decyzję, że docieplimy budynek, wyposażymy w kuchnie z pełnym zapleczem, odnowimy sanitariaty oraz salę. I właśnie to nie wszystkim się spodobało. Szczególnie, że nie budujemy nowych garaży.

Skierniewickie.pl: Więc co dalej z tym budynkiem?

D.M.: Będziemy prowadzić rozbudowę tego obiektu. Z tym, że zastrzegam już teraz – to nie będzie strażnica. To będzie budynek, który ma służyć całej społeczności Miedniewic a nie tylko 26 strażakom. Z pewnością dojdziemy do porozumienia z druhami, aby mieli pieczę nad odpowiednim wykorzystaniem pomieszczeń. Jest to budynek wsi i gminy i każdy będzie mieć prawo korzystać z tego dobra. I tu właśnie widzę rolę strażaków z Miedniewic.

Skierniewickie.pl: Ale to nie był jedyny zarzut, który pojawił się w związku z działalnością miedniewickiej OSP. Niedawno wyniknęła kwestia dotycząca braku motopompy na wyposażeniu jednostki.

D.M.: Zgadza się. Pojawiła się też sprawa motopompy, którą poruszyła osoba nie będąca strażakiem. Dodam, że sprawa pożyczenia tego urządzenia od druhów z Kamiona miała miejsce 15 lat temu. My generalnie nie kupujemy już motopomp. Od chwili kiedy zostałem wybrany wójtem gminy Skierniewice nie preferuje takich zakupów.

Skierniewickie.pl: Dlaczego?

D.M.: Przyczyna jest bardzo prosta. Motopompy starego typu, które obecnie są mogą jedynie służyć do zaprezentowania się strażaków podczas zawodów. Naprawa tego urządzenia kosztuje od 5 do 10 tys. zł. i nie może pracować dłużej niż trzy minuty, bo inaczej się spali. Doszliśmy do wniosku, że oczywiście zawody pożarnicze robimy, bo jesteśmy do tego zobligowani. Ale tylko na szczeblu gminnym. Natomiast na kolejne poziomy, czyli np. powiatowe jedziemy jako widzowie. Niech konkurują ci, którzy zainwestowali po sto parę tysięcy w ten sprzęt. My tego nie będziemy robić. Ja wole zainwestować w strażnice, czy też mieszkańca, a nie w tego typu zawody. Tym bardziej, że sprzęt, na którym można wygrać zawody na znacznie wyższym poziomie jest mówiąc nomenklaturą samochodową… tuningowany. I te przeróbki mogą kosztować nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych. W moim przekonaniu lepiej kupić sprzęt, który będzie służyć gaszeniom pożarów, czy usuwaniu skutków powodzi. Dlatego też stawiam na zakup pomp pływakowych. Obecnie każdy wóz będący na wyposażeniu naszych OSP posiada autopompę a jeśli zaistnieje potrzeba to zawsze możemy się przy pożarze posiłkować cysterną będącą na wyposażeniu Państwowej Straży Pożarnej w Skierniewicach.
dobry
Ocena:
Komentarze (0)
Dodaj komentarz