skierniewickie.pl

Instytut Ogrodnictwa w Skierniewicach nie prowadzi badań nad GMO

Poniedziałek 02.04.2012rozmawiał Maciej Bąba
Prof. Franciszek Adamicki: Chcemy sprzedać część naszych terenów. Fot. Skierniewickie.pl

Rozmawiamy z prof. dr hab. Franciszkiem Adamickim dyrektorem Instytutu Ogrodnictwa w Skierniewicach.


Skierniewickie.pl: Minęło już kilkanaście miesięcy od chwili kiedy Instytut Warzywnictwa oraz Instytut Sadownictwa i Kwiaciarstwa zostały połączone w jeden Instytut Ogrodnictwa. Czy przez ten czas udało się już Panu poskładać te kawałki puzzli i stworzyć nową placówkę na każdej możliwej płaszczyźnie?

Prof. Franciszek Adamicki: Mam nadzieję, że co najmniej częściowo zostało to połączone i funkcjonuje tak, jak powinien funkcjonować jeden instytut. Restrukturyzacja instytutu nie została jeszcze do końca zakończona i zakładam, iż będzie prowadzona przez kolejnych parę lat. W przyszłości niektóre zakłady i pracownie muszą zostać połączone, aby efektywniej wykorzystywać aparaturę ludzi do realizacji zadań, które przed nami stoją. To dotyczy tego, co przed nami. Mogę zaś stwierdzić, że działy odpowiadające za naukę funkcjonują bez żadnego zarzutu. Mam tu na myśli działy: administracyjny, gospodarczy, czy też zamówień publicznych. Przykładem dobrego działania jest Zakład Upowszechniania i Promocji, który od konferencji w Grójcu w 2011 r. zaczął wdrażać cykl konferencji ujętych już we wspólnym, jednym kalendarzu Instytutu Ogrodnictwa.

Skierniewickie.pl: Wspomniał Pan o konferencjach i odbiorcach waszej pracy. Czy dla nich, w ich świadomości, funkcjonuje już jeden instytut, czy też nadal zapytania i pisma są kierowane do dwóch skierniewickich instytutów?

Prof. Franciszek Adamicki: Po połączeniu wysłaliśmy pisma o utworzeniu Instytutu Ogrodnictwa do wszystkich instytucji i uczelni wyższych. Mimo to, po roku, wciąż dostajemy pisma zaadresowane do jednej, bądź drugiej placówki. Sądzę, że wynika to głównie z braku zmian w danych teleadresowych danych instytucji. Jest to wybaczalne, jeśli mówimy o mniejszych podmiotach, ale takie potknięcia zdarzają się również na poziomie ministerstw i wtedy dostajemy korespondencję do instytutów, które nie istnieją. Myślę, że w świadomości producentów nadal w jakimś stopniu działają dwa instytuty i kiedy jest pytanie dotyczące sadownictwa to adresują list na Instytu Sadownictwa, zaś w przypadku problemów warzywniczych – do Instytutu Warzywnictwa.
W przypadku ośrodków zagranicznych zmiany jakie zaszły w styczniu 2011 r. zostały szybko przyjęte i tu nie występują żadne problemy z nazewnictwem.

Skierniewickie.pl: Pozostańmy na terenie Skierniewic. W wyniku połączenia placówka kierowana przez Pana posiada bardzo dużo terenów i są to nieruchomości mogące zachęcać potencjalnych nabywców. Część znajduje się np. w okolicach ul. Sobieskiego, inna część w centrum miasta. Jaka będzie polityka kierownictwa Instytutu w związku z zagospodarowaniem tej powierzchni?

Prof. Franciszek Adamicki: Instytut Ogrodnictwa posiada w mieście około stu budynków oraz trochę ziemi w dość ciekawych punktach miasta. Raz podjęliśmy próbę wystawienia części działek na sprzedaż. Niestety zainteresowanie było znikome. Należy też pamiętać, że instytut to nie tylko Skierniewice, ale też zakłady doświadczalne i różne spółki rozsiane na terenie całej Polski. Obecnie zainteresowanie kupnem ziemi jest niewielkie i liczę, że ta tendencja wkrótce się zmieni. Trwający trend nie jest dla nas korzystny, gdyż chcielibyśmy część działek sprzedać, a pozyskane w ten sposób środki przeznaczyć w remont i modernizacje naszych budynków. Część działek wykorzystamy do prowadzenia badań sadowniczych. Wynika to z prostego rachunku ekonomicznego. Niektóre badania były prowadzone poza Skierniewicami i dojazd na miejsce generował koszty. W wyniku przeniesienia badań, tu na miejsce, dojazd będzie możliwy wózkami akumulatorowymi.

Skierniewickie.pl: Jednym z zakładów doświadczalnych Instytutu jest placówka w Puławach, która zajmuje się pszczelarstwem. Ostatnio dużo się mówi o wymieraniu rodzin pszczelich i powstających z tego powodu problemach gospodarczych. Jakie są obserwacje waszych naukowców? Patrząc na rolę tych owadów można stwierdzić, że pszczoły są pośrednikami pomiędzy roślinami, a nami – konsumentami. Bez ich pracy nie mielibyśmy owoców.

Prof. Franciszek Adamicki: Zgadza się. Pszczoły to nie tylko producenci miodu. Ich ważna rola to właśnie zapylanie roślin. Bez dobrego zapylania nie mielibyśmy ani owoców, ani nasion. To, z kolei, przełożyłoby się na obniżenie naszej produktywności, zaś głód mógłby zajrzeć na kulę ziemską. Albert Einstein zauważył, że kiedy pszczoła zniknie z powierzchni ziemi, to człowiekowi pozostaną już najwyżej cztery lata życia. Co prawda są też inne owady zapylające, ale żadne nie mogą się równać z pszczołami. Jak obliczają ekonomiści, rocznie pszczoły na całym świecie wykonują pracę o wartości 16 mld dolarów.
Jeśli chodzi o sytuację pszczelarstwa w Polsce, to nie jest jeszcze tak źle jak w innych krajach europejskich. Nie ma tak dużego zaniku rodzin pszczelich. Nadal liczba rodzin w naszym kraju kształtuje się na poziomie miliona. Oczywiście i u nas występuje wymieranie. Przyczynami wyginięć są choroby oraz stosowane niektóre środki chemiczne. Mimo to, z danych placówki w Puławach wynika jasno, że produkcja miodu wzrasta. A to oznacza, że nasz kraj nadal jest przyjazny pod względem czystości przyrody dla tych owadów. My, jako naukowcy również zajmujemy się roślinami miododajnymi, które powinny być sadzone na nieużytkach, na terenach czystych ekologicznie.

Skierniewickie.pl: W tytułach konferencji organizowanych przez Instytut Ogrodnictwa pojawia się zwykle podtytuł “nauka – praktyce”. Oznacza to wdrażanie w życie codzienne najnowszych wyników waszych badań. To, że prace Instytutu są dotowane z budżetu państwa, powoduje, że nie możecie swoich wyników opatentować i tym samym czerpać z nich wymiernych korzyści finansowych. Nie jest to chyba komfortowa sytuacja dla instytucji, która musi się odnaleźć w rzeczywistości rynkowej?

Prof. Franciszek Adamicki: Nie w pełni pana stwierdzenie jest prawdziwe. Oczywiście, jesteśmy finansowani przez podatnika, czyli przez wszystkich producentów. Dlatego też nie możemy wszystkich opracowań sprzedawać. Są to państwowe środki, a to oznacza, że pracujemy dla producenta. Nowym technologiom, które można bezpłatnie wdrażać, poświęcamy różne konferencje i spotkania. Tu najnowsze wyniki bezpośrednio przekazujemy producentom, aby mogli je wykorzystywać w praktyce. Natomiast niektóre rozwiązania, czy też nowe odmiany są opatentowane. Dotyczy to również nowych opryskiwaczy, kombajnów do zbioru owoców i warzyw. W tym przypadku możemy liczyć na opłaty licencyjne np. od producentów maszyn. Pieniądze w ten sposób pozyskane przeznaczamy na prowadzenie kolejnych badań naukowych.

Skierniewickie.pl: Z punktu widzenia Unii Europejskiej instytut kierowany przez Pana ma duże znaczenie. Na wasze rozwiązania czekają ogrodnicy z całej Europy. Jak jest ze środkami zewnętrznymi płynącymi do Instytutu Ogrodnictwa. Czy w związku z powolnym wygasaniem horyzontu finansowania 2007 – 2013 można stwierdzić, że macie coraz mniej tych środków? Czy istnieją już jakieś przesłanki związane z nowym budżetem UE 2014 – 2020 ?

Prof. Franciszek Adamicki: Niektóre z tych środków się kończą. Mam tu na myśli VII Program Ramowy UE. Związane jest to z przygotowaniami do nowego budżetu, do którego również będziemy aplikować. Obecnie składamy jeszcze wnioski na otrzymanie grantów. Dotyczy to tych programów, gdzie środki nie zostały w pełni wykorzystane. Liczę, że uda nam się je wprowadzić do naszego budżetu.

Skierniewickie.pl: Czy możemy powiedzieć, jak procentowo przedstawia się udział środków zewnętrznych w budżecie Instytutu?



Prof. Franciszek Adamicki: Pozyskiwane z zewnątrz fundusze stanowią ok. 20 proc. w naszym budżecie. Jest to znaczący zastrzyk dla naszego funkcjonowania. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego na naszą działalność statutową przekazuje nam w formie dotacji jedynie 50 proc. potrzebnych nam środków. Resztę musimy wypracować sami. Na ten nasz wkład własny składają się granty unijne, środki na realizację programów zlecanych przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Narodowe Badań i Rozwoju. Świadczymy również usługi z zakresu badań m.in. nad nowymi środkami ochrony roślin. W tym przypadku takie prace zlecają nam podmioty gospodarcze działające w tej branży. I w ten sposób udaje nam się wypracować pozostałe  środki niezbędne do funkcjonowania naszego instytutu.

Skierniewickie.pl: I na koniec pozostawiłem wcale nie najłatwiejsze pytanie. Dotyczy ono GMO. Czy w ogrodnictwie już są prowadzone badania nad organizmami genetycznie modyfikowanymi? Skąd tyle kontrowersji wokół tego tematu? Czy to wynik złej polityki informacyjnej?

Prof. Franciszek Adamicki: To jest sprawa bardzo kontrowersyjna. Niekiedy bardziej polityczna niż naukowa. W Instytucie Ogrodnictwa nie prowadzimy badań nad GMO, gdyż nie mamy takich uprawnień. Mamy certyfikowane laboratoria, lecz nie mamy ustawy, która pozwalałaby na prowadzenie tego typu badań. Przed laty rozpoczęto takie badania we współpracy z innymi ośrodkami naukowymi. Prace te były kontynuowane w Stanach Zjednoczonych, gdzie dały praktyczne efekty. W tym przypadku chodziło o wypracowanie roślin sadowniczych odpornych na te choroby, na które nie udało się pozyskać efektywnych środków ochrony roślin. Z kolei w warzywnictwie wyhodowano w USA nową odmianę pomidora, który jednak się nie przyjął. Było to warzywo dorodne, odporne na transport, z możliwością długiego przechowywania. Jednak odbiorca końcowy, czyli konsument nie był zainteresowany jego kupnem z bardzo prostej przyczyny. Smak. Pomidor GMO odbiegał walorami smakowymi od tych, które zwykliśmy jeść. To oznacza, że przed naukowcami jeszcze długa droga, by stworzyć taką odmianę, która oprócz piękna zewnętrznego będzie też posiadać walory smakowe i będzie korzystna dla organizmu ludzkiego.
Co do kontrowersji wokół GMO, to uważam, że wynikają one głównie z braku wiedzy związanej z tymi badaniami. Przecież już teraz, jako konsumenci, kupując wyroby z soi stykamy się z roślinami zmodyfikowanymi genetycznie. Podobnie jest też w niektórych przypadkach kukurydzy w puszce. Pamiętajmy również, że pasza dla zwierząt w dużej części jest oparta na rozwiązaniach GMO.
Modyfikacje genetyczne stosowane już są w lecznictwie. Wiele lekarstw właśnie dzięki tym technologiom powstała. I jako pacjenci, w sytuacji choroby, nie zastanawiamy się nad sposobem pozyskania tego medykamentu, tylko go zażywamy.
Przy rosnącej liczbie ludzi na świecie i problemie ich wyżywienia uważam, że technologie GMO będą stosowane coraz częściej. Najważniejsze jest to, aby wielkość plonów z jednej strony zapewniła pożywienie, zaś z drugiej, aby nie były to rośliny, które miałyby negatywny wpływ na organizm ludzki.

dobry
Ocena:
Komentarze (8)
Dodaj komentarz
  • "Przy rosnącej liczbie ludzi na świecie i problemie ich wyżywienia uważam, że technologie GMO będą stosowane coraz częściej." Zacytowałem słowa pana profesora i nie zgadzam się, bo głodem przecież się steruje, co pokazują rządy Korei Północnej, Afryki, choćby Somalia, Etiopia, gdzie rządzą bezwzględni kacykowie, gdzie jest wojna, reżim, tam jest głód. Podobnie było za czasów stalinizmu, a ziemi do uprawy było pod dostatkiem. Chciałbym dowiedzieć się, co w takim razie, skoro w Europie, w USA, około 40% żywnosci ląduje w koszu na śmieci, więc o jakim głodzie mowa, skoro mamy nadprodukcję żywności. Inna sprawa, to jej jakość, a GMO niestety bezpieczne nie jest, co pokazują fakty, choć niestety nienagłaśniane, choćby ogromne odszkodowania dla ludzi chorych, czy dla rodzin ludzi zmarłych od lobbystów MONSANTO, po tym jak im zaszkodziło GMO. Poza tym, jak można mówić o produkcji żywności GMO, żeby pozbyć się głodu na świecie, skoro organizm, załóżmy burak, do którego wszczepia się obcy gen, zaczyna się przed tym obcym genem bronić i zamiast mieć plony, zbiory, nic nam nie wyrasta za którymś razem, bo burak się unicestwia i wtedy katastrofa i głód gotowy, bo po prostu natura nie lubi zabawy w Boga. Podobnie rzecz ma się przecież w medycynie, gdzie przeszczepiony narząd musi być utrzymywany farmakologicznie, bo inaczej transplantowany narząd zostanie przez organizm odrzucony, a pacjent umrze. Tak samo robią rośliny. Bronią się przed obcym genem, obcym organizmem. Natura dała nam zwierzętom i roślinom przecież agresywny układ odpornościowy, żebyśmy mogli bronić się przed wtargnięciem niechcianego, obcego organizmu z zewnątrz, po to, żeby przeżyć, a nie stać się częścią czegoś obcego, a niestety na siłę próbują oszukiwać naturę ludzie, lobbyści dla robienia na nas pieniędzy.

    Machos Biosłonejczyk2012-04-03 18:15:31
    • lubisz nosić koszulki bawełniane? a wiesz że one są z bawełny GMO? wiec zdrowy tryb życia możesz prowadzić TYLKO i wyłacznie przy okazji tlenowych namiotów a`la Michael Jackson

      realista2012-04-03 22:02:19
      • żywność eko to fikcja dla naiwniaków do nabijania kabzy kilku "eko" cwanym producentom

        niestety2012-04-28 10:40:52