skierniewickie.pl

Dorota Rutkowska: Mam do zrealizowania trzy sprawy dla Skierniewic

Wtorek 29.11.2011opr. Olga Urbanek
Fot. Skierniewickie.pl

Co dla mieszkańców Skierniewic będzie chciała zrobić poseł Dorota Rutkowska? Jakie są jej poglądy na dostępność broni w Polsce i legalność aborcji? O tym dowiecie się z wywiadu z Panią poseł, którego udzieliła nam specjalnie dla czytelników Skierniewickie.pl. Zapraszamy do lektury.


Paweł Bruger: Pani poseł po ślubowaniu poselskim. Jakie wrażenia?


Dorota Rutkowska: To już moja druga kadencja, jednak podczas poprzedniego ślubowania było nas zaledwie kilka osób. Muszę przyznać, że tamto ślubowanie wywarło na mnie dużo większe wrażenie, ale i teraz serce mocniej zabiło w piersi…




P.B.: Startowała Pani w tych wyborach parlamentarnych z 3. miejsca na liście PO. Mnóstwo pracy włożyła Pani w kampanię i nie tylko. Start okazał się z sukcesem, ale jednak z 3. miejsca zamiast obiecanego wcześniej pierwszego. Co takiego się stało, że jednak listę otwierała Elżbieta Radziszewska?


D.R.: Początkowo przypuszczaliśmy, że pani Radziszewska będzie startowała do senatu i na to próbowaliśmy ją namówić, bo nie ukrywajmy – Platforma Obywatelska nie miała z naszego okręgu wystarczająco rozpoznawalnej osoby, która mogłaby skutecznie powalczyć o mandat senatora. Była za to silna konkurencja z innych ugrupowań, mam na myśli PiS oraz PSL. Wtedy Zarząd Regionu PO zaproponował mi „jedynkę” na liście poselskiej. Oczywiście się zgodziłam, bo takim propozycjom się nie odmawia. Finał jednak był inny – pani Radziszewska kategorycznie nie zgodziła się na kandydowanie do senatu, nie wiem z jakich powodów, i odwołała się w tej prawie do Zarządu Krajowego partii. W efekcie to ona „wylądowała” na pierwszym miejscu listy do sejmu, wtedy mnie umieszczono na miejscu 3. W tej chwili trudno powiedzieć dlaczego 3. miejsce, a nie 2. Może dwie kobiety pod rząd jakoś nie byłoby dobrym rozwiązaniem, ja też się nie upierałam przy tym, że muszę być na „dwójce”. Naprawdę trudno to teraz roztrząsać. Jak się okazuje, z „trójki” też można ten mandat zdobyć. 


P.B. Rzeczywiście to już przeszłość. Porozmawiajmy o polityce aktualnej. Jak Pani ocenia wykluczenie „ziobrystów” z PiS-u i powstanie nowego klubu parlamentarnego?


D.R. Są różne opinie na ten temat. Nie wiem jak jest naprawdę, ale ja uważam, że Zbigniewowi Ziobro chodzi o promocję jego osoby i budowanie swojego wizerunku przed wyborami do europarlamentu, że chce sobie jakoś zabezpieczyć „tyły”. Co się stanie z tą grupą? Nie wiem. Widać natomiast, że ich wrogiem nr 1 jest Ruch Palikota.




P.B.: Czy zmieni to jakoś układ sił na polskiej scenie politycznej?


D.R. Nie sądzę. Prawa strona sceny politycznej jest mocno wykrystalizowana. Nie uważam, że grupa tych kilkunastu posłów nagle zmieni swoją orientację, będą po tej bardzo konserwatywnej prawej stronie i tutaj nie spodziewam się sensacji. Może to oznaczać zagrożenie dla PiS. Natomiast po lewej stronie dzieją się różne ciekawe rzeczy…


P.B.: Platforma Obywatelska w sejmie to konglomerat rozmaitych osobowości, o różnych poglądach i zapatrywaniach na nawet kluczowe sprawy. Obowiązuje jednak dyscyplina partyjna, która nakazuje posłom głosować zgodnie z wyznaczoną linią programową, ale Pani chyba nie zawsze głosowała zgodnie z dyscypliną?


D.R.: Myślę, że jest to zaletą tej partii, że ściera się tu wiele poglądów. To nie jest tak, że sprawy objęte w głosowaniu dyscypliną są już tą linią programową. Każda partia przed głosowaniem ustala „ściągawkę”, bo niemożliwym jest, aby o wszystkich sprawach wiedzieć i być przy wszystkich ustawach. Podczas jednego głosowania decyduje się o blisko 200 przepisach. W takiej ściągawce mamy zaznaczone, które głosowania są objęte dyscypliną, a które nie. Wiadomo, że przy głosowaniu nad sprawami nie objętymi dyscypliną jest większa swoboda, bo poseł się mniej obawia o konsekwencje finansowe. A te są poważne, bo np. nie zastosowanie się do dyscypliny w głosowaniu u nas wiąże się z karą finansową w wysokości 1000 złotych. Ja jednak nie uważam, że dyscyplina w klubie poselskim jest czymś złym, bo inaczej głosowania takie mijałyby się z celem. Przecież idziemy do wyborów jako grupa i musimy pewne zasady przyjmować. Nie wyobrażam sobie, żeby w kilkusetosobowym sejmie każdy głosował jak chce, bo wtedy niczego byśmy nie uchwalili.


P.B.: Rzeczywiście takie głosowania były niegdyś na sejmikach piotrkowskich i wiemy z historii czym się to skończyło. Ja jednak pytałem o konkretny przykład, kiedy to w lipcu, jeszcze w poprzedniej kadencji, głosowała Pani wbrew linii programowej partii nad obywatelskim projektem ustawy o ochronie życia i planowaniu rodziny. O co wtedy chodziło?


D.R.: Wtedy początkowo głosowałam za tym projektem, jednak w kolejnym głosowaniu już przeciw i tutaj wcale dyscyplina by mnie nie zmusiła do głosowania wbrew mojemu sumieniu. W projekcie tym chodziło o wprowadzenie całkowitego zakazu aborcji w Polsce. Teraz prawo przewiduje wyjątki w trzech szczególnych przypadkach: głębokiego upośledzenia płodu, brutalnego gwałtu i zagrożenia życia matki. Natomiast ten obywatelski projekt zakładał całkowity zakaz. Uważałam wtedy, że skoro pod projektem podpisało się 600 tys. osób to należy dać go do pracy odpowiednim komisjom sejmowym, aby sprawdziły jego poprawność merytoryczną. Nie należałam wówczas do żadnej z tych komisji, ale wybrałam się na posiedzenie jednej z nich. To co tam usłyszałam miało także wpływ na moje głosowanie. Przedstawiciele wnioskodawców obecni na posiedzeniu grozili posłom, którzy będą głosować przeciw temu projektowi, że ich zdjęcia będą publikowane na tle zdjęć płodów ludzkich, wyzywano ich od morderców i tym podobnych. Wtedy rzeczywiście nasz klub wprowadził dyscyplinę, ale nawet gdyby jej nie było to ja i tak byłabym przeciwko tej ustawie, bo osobiście uważam, że wspomniane trzy wyjątki są uzasadnione. Dajmy ludziom prawo wyboru, a nie mieszajmy się w ich sumienia. Prawo nie może zastąpić sumień ludzkich. Ja jako osoba wierząca, katolik, mogę te sumienia budzić, ale jako poseł nie mogę podejmować decyzji za kogoś. To są bardzo trudne, osobiste sprawy. Sami nie wiemy jak byśmy się zachowali w takiej sytuacji.


P.B. W jakich komisjach sejmowych będzie Pani pracować?


D.R. W tych samych co dotychczas, czyli w komisji administracji i spraw wewnętrznych, kolejna to komisja samorządu terytorialnego i rozwoju regionalnego.  Wiąże się to z moimi zainteresowaniami tymi tematami z naciskiem na administrację i sprawy wewnętrzne, a szczególnie  szeroko rozumiane bezpieczeństwo. Komisja samorządu terytorialnego to sprawa dla mnie naturalna – w końcu przepracowałam w samorządzie osiem lat.


P.B.: Skoro mówimy o bezpieczeństwie to co Pani sądzi o dostępności broni w Polsce?




D.R.: Ja bym to prawo jednak trochę zliberalizowała. Uważam, że broń powinna być bardziej dostępna dla obywateli. Myślę, że jeżeli przestępcy by wiedzieli, że w każdym domu może być broń to dwa razy by się zastanowili przed rabunkiem. Znam relacje jednego z moich sąsiadów, który ma legalną broń. W nocy zastał w domu włamywacza, ale nie strzelił do niego, bo po prostu nie dał rady. Ta broń być może na tyle wystraszyła włamywacza, że uratowała życie mojemu sąsiadowi. Bandyci wcale o pozwolenie nie zabiegają, sądzę, że w większości przypadków korzystają z nielegalnej. Ale to nie jest tak, że należy dać ją każdemu i niech strzela. Moja córka trenowała strzelanie sportowe i wiem ile wysiłku i pracy włożyła w poznanie zasad obsługi broni i postępowania z nią. Należałoby przede wszystkim solidnie edukować ludzi w jaki sposób mieliby się obchodzić z bronią, podpierać to dobrymi badaniami psychologicznymi,  a dopiero potem wydawać pozwolenia na jej posiadanie. 


P.B.: Zmieńmy temat, a co z komisją  samorządu terytorialnego. Jakie ma Pani pomysły w tej kwestii? 


D.R.: Czekają nas ciężkie czasy. Dotyka nas kryzys ogólnoświatowy, w trudnej sytuacji są już Grecy i Włosi. Nadal nie wiemy jak się ten kryzys skończy i czego możemy się po nim spodziewać.  Janusz Lewandowski mówi, że byłby daleki od pomocy Chin, musimy radzić sobie sami z dala od Azji. Cała ta sytuacja przełoży się również na samorządy. Jak wiemy obietnic dla nauczycieli jest dużo, a budżet może im nie podołać. Widzimy jak reagują samorządowcy, którzy muszą te zobowiązania rządu wypełniać. Kończą się dofinansowania z Unii, prawdopodobnie zmniejszy się tempo  inwestycyjne. Zanim pojawią się nowe pieniądze, które są wielką niewiadomą minie trochę czasu. Samorządy będą musiały liczyć na własne możliwości. Na pewno trzeba będzie jeszcze popracować przy ustawie o pieczy zastępczej, bo samorządy nie poradzą sobie z przepisami, które zostały tam umieszczone. Są dobre, jednak niosą za sobą bardzo duże konsekwencje finansowe właśnie dla samorządów.


P.B.: Jako do reprezentanta Skierniewic, mieszkańcy mają wiele oczekiwań związanych z pani osobą. Czego mogą się spodziewać konkretnie dla siebie? 


D.R.: To jest tak, że osoby, które przychodzą do mnie do biura w sprawach prywatnych i interwencyjnych nawet nie wyobrażają sobie, że poseł czegoś nie może.  To byłoby nawet nielogiczne, żeby obiecywać coś co będzie rodem z księżyca. W Skierniewicach wykrystalizowały się trzy kierunki, które będą wspierane również przez samorząd wojewódzki. Są to bieguny wzrostu określone na podstawie strategii rozwoju województwa łódzkiego. Pierwszy z nich to klaster owocowo – warzywny, który jest zarejestrowany, ale nie działa. Niedawno zorganizowałam w moim biurze poselskim spotkanie. Zaprosiłam Prezydenta Miasta, Urząd Marszałkowski, Łódzką Agencję Rozwoju Regionalnego, Skierniewicką Izbę Gospodarczą, Instytut Ogrodniczy, który jest niezbędną jednostkę naukową oraz przedsiębiorców związanych z branżą. Próbowaliśmy przedyskutować sprawę, pojawiły się nowe propozycje rozwiązań. Powstała grupa robocza, która ma wypracować koncepcję jak ten klaster mógłby działać. Z jednej strony klaster powinien spełniać rolę promocyjną, dającą możliwość wypromowania produktów, które są objęte pomocą klastrową. Z drugiej strony jest to po prostu biznes i tu nie chodzi o to, żeby ratować podupadające podmioty, tylko żeby dawać możliwość rozwoju tym, które są prężne. Wydaję mi się, że niezbędne będzie powołanie spółki. Nie wiadomo jeszcze kto miałby w niej być, czekamy na koncepcję. Pan prof. Ryszard Hołownicki z Instytutu zaproponował ciekawe rozwiązanie, Prezydent Miasta złożył ciekawą deklarację. Zależy nam, aby w Skierniewicach było coś na kształt Agencji Rozwoju. Na spotkaniu pojawiły się propozycje, że może będzie to klaster maszyn do produkcji ogrodniczej i spożywczej. Jest bardzo duża chęć wsparcia, zarówno ze strony Łódzkiej Agencji Rozwoju Regionalnego jak i Departamentu Polityki Regionalnej Urzędu Marszałkowskiego.
Druga sprawa to wykorzystanie wód termalnych. Nie wiem czy to będzie uzdrowisko. Czekam z niecierpliwością na raport po zakończeniu badań, który określi do czego te wody mogą być użyte. Bo to, że mieliśmy zaświadczenie z Państwowego Instytutu Higieny, że nadają do celów leczniczych jest tylko jednym malutkim kroczkiem. Czekamy z cierpliwością na wyniki tych badań do jakich celów konkretnie, a przede wszystkim jak energetycznie będzie można tę wodę wykorzystać. Nawet jeśli nie będzie to uzdrowisko, bo nie wiem czy jest aż konieczność powoływania uzdrowiska - tężnie solankowe nie muszą działać tylko w uzdrowisku – woda jest naszym wielkim bogactwem. Myślę, że prywatni inwestorzy może nawet chętniej by zainwestowali w coś co nie znajduje się w strefie uzdrowiskowej, bo jest przy tym szereg obwarowań prawnych. Jeśli miasto nie wykorzysta wód termalnych, to na pewno będzie to duży błąd. Wiem, że są inwestorzy gotowi zaryzykować w Skierniewicach. Jesteśmy w tak genialnym położeniu, między Łodzią a Warszawą, że świetnie sprawdziłaby się u nas turystyka weekendowa z aqua parkiem. Poza tym mamy świetne zaplecze w postaci ścieżek konnych, Puszczy Bolimowskiej, tras rowerowych i spływów kajakowych. Niektórzy twierdzili, ze skład tej wody jest podobny do składu wody z morza Martwego więc można tu mówić jeszcze o jakimś drobnym przemyśle kosmetycznym. Duże zaangażowanie w projekt wykazał również wiceminister Jezierski z Ministerstwa Ochrony Środowisk, który jest pasjonatem wykorzystywania wód termalnych.
Trzeci biegun wzrostu to Parowozownia. Pomysł pojawił się w strategii rozwoju województwa łódzkiego. Mamy rzecz, która jest ewenementem w skali krajowej, bo nie ma wielu takich miejsc w Polsce. Mamy grupę pasjonatów i gdyby mogli cały czas funkcjonować i restaurować sprzęt to byłoby z jednej strony fantastyczne. Z drugiej myślimy o utworzeniu takiego żywego muzeum, gdzie mogłyby się odbywać lekcje, warsztaty, spektakle. Niestety będzie to trudna sprawa do przeforsowania. Mam nadzieję że ministerstwa: kultury i infrastruktury będą mogły nam w tym pomóc. Już teraz wiemy, że  Stowarzyszenie nie będzie stać na wkład własny, jednak gdyby włączył się w to samorząd, a może nawet jakieś zewnętrzne pieniądze, miałoby to szanse zaistnieć. Kilka spotkań które się odbyły w Parowozowni pokazują, że ludzie tam przychodzą i świetnie się bawią. To jest magiczne miejsce. Nie mniej jednak jest bardzo dużo pracy w tych trzech kwestiach, jeśli udałoby się przeforsować jedną lub dwie to napędziłyby świetnie koniunkturę dla miasta


P.B. Przepraszam za niedyskretne pytanie, ale wiele osób zastanawia się dlaczego chodzi Pani o kulach. Co jest tego przyczyną? 


D.R. Drobna kontuzja. Niestety mam biodro do wymiany. W styczniu dostanę tytanowe. Mam jednak nadzieje, że szybko wrócę do zdrowia. Jestem jeszcze w miarę sprawną osobą, więc powinnam szybko przejść rehabilitację. Nie mniej jednak powinnam była tę operację zrobić już latem, ale wtedy bym się wyłączyła z kampanii wyborczej, więc odłożyłam to na później. Ciekawe jest to, że w Sejmie siedzę przed naszymi dwoma niepełnosprawnymi posłami. To jest Sławek Piechota i Marek Plura, którzy jak mnie zobaczyli z kulami, od razu stwierdzili: „Dorota teraz jesteś nasza”. Okazuje się, że każdy kto decyduje o prawie dla osób niepełnosprawnych, powinien choć na chwilę wziąć kule do ręki, a jeszcze lepiej siąść na wózek. Nagle widzimy jakim problemem są wszystkie drzwi wahadłowe, wszystkie drobne stopnie. Dopiero wtedy można poczuć przed jakimi wyzwaniami stają codziennie niepełnosprawni. Odczuwam to na własnej skórze i wiem, że teraz będzie mi się rzetelniej pracowało przy ustawach związanych ze zmianami dotyczącymi osób niepełnosprawnych. 


P.B. Dziękuję za rozmowę.


D.R. Dziękuję również

dobry
Ocena:
Komentarze (4)
Dodaj komentarz
  • Miej odrobinę wstydu i honoru i po prostu ZAMILCZ BABO... Dziękuję twoim politycz.kolesiom za "Ustawę 67", za podróże do/z pracy po 2 godz. w jedną str. na stojąco, za GIGANTYCZNY dług publiczny, za rozpierd..polski rynek pracy , za OSTATNI W UNII WSKAZNIK DEMOGRAFICZNY i 3 milionową emigrację...

    ytbeybytny2015-03-30 16:17:48

  • banda z "nocnej zmiany" won! jeszcze was rozliczymy!

    rdg2015-03-30 12:13:18

  • Belkot, bełkot, bełkot. co p.poseł zrobiła w realu? Głosowała w obronie Grabarczyka, który zafundował tak miły system dojazdów koleją dla mieszkańców Skierniewic. Dziekujemy p.poseł. Nic pani nie zrobiła na sołu v-ce prezydenta i nic pani nie zrobi w Sejmie zreszta tak jak wiekszość posłów.

    Stańczyk2011-11-30 12:43:48
    • Przy okazji podziękowania dla PO za emerytury w wieku 67 lat. To prezent od Pani dla mieszkańców Skierniewic? DZIĘKUJEMY!

      On2011-12-07 11:24:57