skierniewickie.pl

Skierniewice/Maków: Fungis kontra mieszkańcy. Zatrzymają rozbudowę?

Środa 06.07.2011Tekst i fot. Beata Maly, Głos Skierniewic i Okolicy
Jedna z mieszkanek gm. Maków na ostatniej sesji emocjonalnie argumentowała sprzeciw przeciwko rozbudowie Fungisu. Fot. Beata Maly, Głos Skierniewic i Okolicy
148 mieszkańców gminy protestuje przeciwko rozbudowie Fungisu. - Zagazują nas – ostrzega Monika Karalus, jedna z autorek protestu. – Ta inwestycja ma zmniejszyć uciążliwość dla mieszkańców – uspokaja Włodzimierz Jabłoński, prezes firmy.

Maków Kolonia, Mokra Lewa, Wola Makowska – mieszkańcy tych miejscowości protestują przeciwko rozbudowie firmy Fungis.  – Smród jest nie do zniesienia, wartość naszych działek spada, a gmina nic nie robi – mówiła na ostatniej sesji Monika Karalus, która reprezentuje podpisanych pod protestem. Emocjonalne wystąpienie mieszkanki spotkało się z ostrą ripostą kierującego pracami rady na ostatniej sesji (29.06). Znacznie spokojniej do sprawy podchodzi wójt Jerzy Stankiewicz i Włodzimierz Jabłoński – prezes firmy.



„My też powinniśmy mieć prawo głosu, prawo do decydowania o naszej małej ojczyźnie” – napisali do nas mieszkańcy wsi gminy Maków. Rzecz w rozbudowie Fungisu.

Monika Karalus przez kilka dni chodziła od domu do domu, by wśród sąsiadów znaleźć sprzymierzeńców w walce o zablokowanie rozbudowy największego zakładu pracy na terenie gminy. Dlaczego? Bo jak mówi – tak dalej nie da się żyć, mieszkamy na skażonym terenie. Nikt nie chce kupić naszych działek, a jak się więcej czasu spędzi na świeżym powietrzu – ból głowy gwarantowany od tego smrodu.  Mieszkanka gminy jest rozżalona – jak twierdzi ona i jej sąsiedzi tak naprawdę pozostawieni zostali sami sobie. Nie czują wsparcia gminy, mało tego uważają, że ich problemy, to poniekąd zasługa obecnego włodarza.

- Co pan zrobił dla Woli Makowskiej i Makowa Kolonii w ostatnich latach? Ja panu odpowiem – nic – zaczęła swoje emocjonalne wystąpienie na sesji Monika Karalus, tuż przed głosowaniem nad absolutorium dla Jerzego Stankiewicza mieszkanka gminy postanowiła osobiście rozliczyć wójta.
 
Do takiego kroku „zmusiła” ją informacja, że producent podłoża do uprawy pieczarek ma zamiar się rozbudowywać i wystąpił do gminy o warunki zabudowy…

- Nikt o nas nie dba, o niczym nas się nie informuje, przypadkiem się dowiedziałam, że coś takiego jest szykowane – denerwowała się kobieta.

Spokojnie do sytuacji podszedł włodarz gminy – mieszkance obiecał, że wykaz „rzeczy, które zrobił dostarczy w stosownym terminie – co do Fungisu zaś – zasięga opinii Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska – to ta, specjalistyczna instytucja ma odnieść się do raportu oddziaływania na środowisko, który firma wykonała na życzenie władz gminy.

-  Dobrze, że się za to wzięliście, nie będę w tej walce sam – uspokajał mieszkankę Jerzy Stankiewicz. Moniki  Karalus jednak nie przekonał. Mieszkanka dobitnie i głośno mówiła o uciążliwości sąsiedztwa – mieszkam na skażonym terenie – powtarzała kobieta. Od 5 lat nikt nie chce kupić naszych działek, smród od zakładu jest nie do wytrzymania…

 - Ostatnie dni, to smród nie do wytrzymania, od rana do nocy – relacjonowała kobieta podczas sesji. - Tak się nie da żyć! A inwestycja jest planowana na działkach w kierunku Kolonii – silosy, w których będą składowane odchody kurze zagazują Maków, Wolę Makowską, Mokrą Lewą i Maków Kolonię.

- Każda gmina chciałaby mieć na swoim terenie firmy, bo oni ludziom pracę dają – ripostował Dariusz Kuleta.  - Pani przedstawiła tylko jedną stronę medalu. Jednak firma od 20 lat działa na naszym terenie, płaci podatki, zatrudnia 80 osób, z tego duża część to są mieszkańcy naszej gminy. Wspiera lokalne szkoły, imprezy… Fungis ma prawo pracować na naszym terenie, ale tak, by nie śmierdziało.



- Nie chcemy zamykać, a tylko zatrzymać plany rozbudowy – dowodzi kobieta.

Włodzimierz Jabłoński, prezes Fungisu , ma jednak nadzieję, że dostanie od gminy zgodę na podjęcie inwestycji. Jak mówi – to nie plany zwiększenia produkcji, a porządkowanie terenu i pracy.

- Chyba pozwolą nam zrobić drogę, oświetlenie, czy wybudować niewielkie zbiorniki na kurzak (odchody kurze, które stanowią podstawę produkcji – przyp. aut.) – usłyszeliśmy od zarządzającego przedsiębiorstwem. – Ta inwestycja to porządkowanie, ale i krok do zmniejszenia uciążliwości dla mieszkańców.

Prezes nie zgadza się jednak, że jego zakład daje się we znaki 365 dni w roku.

- Zdarzają się dni, że śmierdzi – dowodzi – ale nie na okrągło. Staramy się, jeździmy do Stanów, gdzie pracują nad technologią, która całkowicie wyeliminowałaby przykre zapachy. To jednak jest jeszcze w powijakach. Wspieramy gminę, staramy się zadośćuczynić uciążliwościom wspierając finansowo miejscowe szkoły, działalność kulturalną…   W końcu jesteśmy tu od 20 lat.

O długiej historii zakładu mówi również Jerzy Stankiewicz, chociaż stanowczo podkreśla – na smród nie pozwoli, a do zgody na rozbudowę jeszcze daleka droga.

- Jest raport oddziaływania na środowisko, firma otrzymała od ochrony środowiska uwagi, ma 21 dni, by się do nich ustosunkować – to dopiero początek drogi – mówi wójt.

Protestujący mieszkańcy zaś liczą, że w życie wejdą w końcu zapowiadane od miesięcy przepisy, które regulują sprawy tzw. uciążliwości zapachowej. Na razie w Polsce nie ma żadnych norm brzydkich zapachów.



bardzo dobry
Ocena:
Komentarze (2)
Dodaj komentarz
  • Co to za typ ten Kuleta? Jakim prawem wypowiada się w naszych sprawach?

    makowiak2011-12-05 08:54:46
    • zakład śmierdzi Kulety nie ma, produkują 2 razy tyle podatków nie płacą i w d---e wszystkich mają.

      zagazowany2019-06-13 18:23:47